środa, 7 maja 2014

ROZDZIAŁ 2

ERIK.

 Właśnie narysowałem swoją dziewięćdziesiątą dziewiątą kotwicę. Od tamtego momentu zawsze kiedy o niej pomyślę rysuję kotwice. Każda czymś się różni od pozostałych. Tak jak ona. Ona też się różni od reszty świata. Jest wyjątkowa, chociaż o tym nie wie. Nigdy nie wiedziała. Nawet przed... tym co się wydarzyło. Ale ja zawsze wiedziałem, że jest wyjątkowa. Wiedziałem, choć nie mówiłem. Czy powinienem? Teraz, kiedy ona nawet nie wie, że istnieje, to nie ma znaczenia.
 A więc pomyślałem o niej już dziewięćdziesiąty dziewiąty raz. Za każdym razem moje myśli są takie same. Za każdym razem jest w nich piękna. Wygląda jak anioł. A raczej wyglądała. Od kiedy wykorzystują ją i jej anielski głos wygląda inaczej. Robią jej ohydny makijaż. Jakikolwiek makijaż wygląda na niej źle. Do tego ubierają ją w wulgarne ubrania. Jej piękny śpiew też nie jest tak delikatny jak dawniej. Śpiewa ostro.
 W takim razie dlaczego myślę o niej tak pięknie? Cóż, tak ją zapamiętałem zanim ona zapomniała o rodzinie, o znajomych, o mnie i... o sobie.
 Spojrzałem na zdjęcie w ramce, które przedstawia NAS siedzących na mostku. To było jakiś rok temu, kiedy byliśmy blisko. Oboje wyglądaliśmy zupełnie inaczej. Ona ma teraz dłuższe i jaśniejsze włosy. Twarz, którą skrywa pod toną makijażu zapewne też jest ładniejsza i dojrzalsza. Ja również wyglądam dojrzalej. Chyba tylko to się we mnie zmieniło. No i zacząłem palić. Spływa mi pierwsza łza. Spojrzałem na narysowaną kotwicę. Jaka będzie setna? I ile ich jeszcze będzie? Spływa mi druga łza. Spojrzałem na ekran komputera. Przeczytałem po raz kolejny komentarz, który dodałem niepotrzebnie na stronę. Napisałem, że jej nienawidzę. Spłynęła trzecia łza, a za nią czwarta. To była cholerna prawda. Nienawidziłem takiej wersji jej. Za to uwielbiałem dawną Nastyę. Gdy zabrałem ją na wycieczkę łodzią ojca była taka szczęśliwa. Zawsze chciała gdzieś popłynąć, a ja zapragnąłem spełnić jej małe marzenie. Nie wiedziałem dlaczego, ale bardzo spodobała jej się kotwica, która nie była nawet prawdziwa. Ozdabiała łódź. Nastya jednak widziała w niej piękno i często na nią zerkała. W którymś momencie zapatrzyła się w kotwicę, a ja zapatrzyłem się w nią. Wtedy widziałem ją po raz ostatni.
 Łzy spływają mi teraz jedna po drugiej. Ryczę jak dziecko.

                         
                                           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz