NASTYA.
Koniec kolejnej trasy. Nienawidzę koncertów. Nienawidzę, kiedy doceniają mnie za coś czego nienawidzę robić. Niektórzy ludzie stojący pod moją sceną nawet błędnie wymawiają moje imię. Mówi się Nas-tja do cholery czy to takie trudne? Też mi fani... Niektórzy nie są źli, nie proszą o miliony zdjęć i po kilka autografów. Nie-na-widzę życia, które prowadzę. I nie rozumiem, dlaczego ktoś chciałby mieć takie życie. Bez prywatności, bez spokoju, bez samotności.
Jak ja tęsknie za samotnością. Za chwilami, gdy byłam sama, w szpitalu. Nie zapomnę tej rozkoszy, którą wtedy czułam. Moje nowe życie wtedy się zaczęło. Moje nowe życie, które rozpoczęłam mając szesnaście lat, które rozpoczęłam sama, które rozpoczęłam w szpitalu z opatrunkami na głowie i prawej nodze, które rozpoczęłam nie pamiętając nic, przed otworzeniem oczu. Nawet nie pamiętałam o czym śniłam. Wiedziałam tylko, że na imię mam Odrodzenie...
-Mam nadzieję, że myślisz już o następnej trasie kochanie -powiedział pomrukując mój menadżer. Jacob. Jego też nienawidzę. Nazywa mnie swoim kochaniem, jakby mu było wolno.
-Mam nadzieję, że w końcu zapamiętasz, że nie wolno ci mnie mnie tak nazywać.
-Kochanie brzmi o wiele lepiej niż Nastyja.
-Nas-tja idioto.
-Idioto.-powtórzył za mną- Brzmi kusząco.
Limuzyna, którą jechaliśmy zajechała przed piękny hotel. Na zewnątrz wyglądał jak pałac, ale skromny. Nad dużymi drzwiami z ozdobnym szkłem wisiał ogromny, złoty napis "Gościniec", który zapewne był dumą hotelu. Gdy weszliśmy do środka nie byłam już tak zachwycona. Hotel jak milion innych. Byliście kiedyś w hotelu? Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że ten wygląda identycznie. Jakby zebrał po trochu z każdego hotelu i zostawił sobie.
Przynajmniej dostałam ładny pokój. W kolorach kawy z mlekiem. Uwielbiam takie połączenia. Podłoga biała, ściany delikatnie brązowe. Meble także biało-brązowe. Kilka ładnych roślin w czarnych doniczkach w białe kropy. Usiadłam na mega wygodne łóżko, włączyłam swojego iMaca i weszłam na stronę, na której pisali o moim dzisiejszym koncercie. Było jakieś video jak śpiewam, czego oczywiście nie obejrzałam, ale od razu zabrałam się za czytanie komentarzy.
>Boże, ona jest kimś idealnym<
>Chciałabym być jak ona! Dziewczyna z talentem!<
>Jeszcze będzie moja<
>Kocham jej głos<
>Do chłopaka wyżej. Ona ma Jacoba hihi<
Naiwni ludzie. Wieżą we wszystko co im się wciśnie. Gazety plotkarskie nie mogły się oprzeć przed napisaniem hot artykułów o moim jakże gorącym romansem z Jacobem. Co oczywiście jest wielką ściemą. Przeczytałam następny komentarz.
>Nienawidzę jej. Za kogo ona się uważa? Kim ona niby jest?<
Zamurowało mnie. Oczywiście czytałam już wiele hejtów na mnie, ale ten był oszałamiający. Za kogo się uważam? Kim jestem? Sama zadaje sobie ciągle te pytania. Nienawidzi mnie. Zapewne też nienawidzę osoby która to napisała. Szybko sprawdziłam kto jest moim niesamowitym hejterem. "Erik White". A więc facet. Znalazłam go szybko na Facebook'u. Mieszka w tej samej miejscowości co ja. Czy zna mnie bardziej niż przypuszczam? Ma dziewiętnaście lat i jest przystojny. Nawet bardzo. Po zdjęciach wygląda na wysokiego, jego włosy są kruczo czarne, idealnej długości, a jego idealne oczy płoną granatowym żarem. Ma szerokie, silne ramiona i dość jasną skórę. Jest odwrotnością mnie. Moja skóra jest porcelanowa, oczy zielono-szare, nos prosty i mały, usta ładne, prawie czerwone, a włosy tak jasne, że prawie białe i sięgają do pasa.
Z trudem oderwałam się od zdjęcia i o mało się nie udławiłam własną śliną, kiedy zobaczyłam napis "1 wspólny znajomy" i zdjęcie Jacoba.
Trochę mnie to zniechęciło(trochę? Długo biłam się z myślami, żeby nie zrezygnować i nazywam to "trochę"?), ale i tak mam zamiar go znaleźć i zapytać za kogo on się ma, a co ważniejsze, za kogo ma mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz