Nastya.
-Chcę wrócić do domu- tymi słowami chciałam osłupić Jacoba, chciałam, żeby był czerwony ze złości, że chcę zakończyć moje dotychczasowe życie i zacząć drugie(a może trzecie?).
-OK. Nie ma sprawy. To kiedy wracamy do willi? Stęskniłaś się pewnie za Belzebubem to zrozumiałe.
-Owszem, stęskniłam. Wracamy do willi za godzinę, gdy będę gotowa. Zabieram Belzebuba, pakuję się i wracam DO DOMU- włożyłam nacisk w ostatnie słowo. Mam nadzieję, że zrozumiał.
-Kochanie, druga willa jest przecież tylko na wakacje po co chcesz tam jechać?- Ja pierdolę.
-Idioto, kończę karierę pustej gwiazdy z dwiema willami w wracam do domu. Tego prawdziwego.
*
Tak łatwo to zakończyłam. Oczywiście Jacob krzyczał,a nawet chciał już podnieść na mnie rękę, ale przecież to by naruszyło jego wielką karierę, której nie chce sobie niszczyć. Kontrakt zerwany. Wszystko zerwane. Fani załamani. Ja zadowolona. Wracam tam, gdzie z początku byłam po tym jak obudziłam się w szpitalnym łóżku. Wiedziałam, że to mój d o m. Nie wiedziałam tylko, dlaczego byłam w nim sama. Brak rodziny, brak znajomych. Dlaczego nikt mnie nie odwiedzał skoro byłam w szpitalu? Jestem sama?
Nagle przypomniałam sobie dlaczego właściwie postanowiłam zakończyć to wszystko i żyć spokojnie i najprawdopodobniej samotnie. Dla niego. Nie wiem kim był, ale musiał kimś być skoro go w jakiś sposób zapamiętałam. Erik White. Wystarczy pomyśleć a obraz jego twarzy pojawia mi się przed oczami. Tylko dlaczego?
Dojechałam do małego miasteczka. Cudownie się poczułam. To zupełnie coś innego od zatłoczonego miasta, gdzie większość ludzi zwraca uwagę tylko na siebie i swoje pieniądze. Tu jest inaczej. Przejeżdżając przez uliczki zobaczyłam już dwie dziewczyny całujące się na ławce, chłopaka z gitarą, który gra parze starych ludzi dla przyjemności, nie chce pieniędzy. Widziałam też grupę młodzieży spędzających czas w parku, znajdującym się blisko jednej z uliczek. Pomyślałam o mieście. Tam w parku spotykałam tylko starych lub dorosłych ludzi z dziećmi. Młodzież prawie nigdy, a jeśli już to żłopiących browary. A tutaj? Nie dopatrzyłam się żadnego alkoholu. Może jeden chłopak pozwolił sobie na piwo. Jeden. Reszta siedziała na kocach, śmiała się, grillowała, śpiewała. Bez alkoholu.
Zauważyłam swój dom. Swój stary dom. Idealny. Żadna willa. Piękny domek. Jest bialutki. Cały. Tylko dach jest czerwony. Tak bardzo idealnie czerwony. A wokół róże i stokrotki. Trawa obkoszona, dróżka do domu obłożona kamieniami. Wszystko było idealne, harmonijne. Tylko jedno mi nie pasowało. Dlaczego jest w takim dobrym stanie? Nie było mnie tu ze trzy lata.
Nagle go zauważyłam. Jakiś chłopak siedzi na ławeczce przy różach i coś rysuje. Bardzo podobny do Erika, ale bardziej wydoroślały. Teraz nie rysuje. I tak mnie nie zauważa. Wyjmuje paczuszkę papierosów. Zapala jednego. Erik nie palił. Podnosi wzrok. Zauważył mnie. Chyba zamarł.
"Poznać siebie"
Nastya to młoda dziewczyna. Mogłoby się wydawać, że jej teraźniejsze życie to marzenie. Sława, pieniądze, fani, znajomości... Ale czy można czerpać z tego szczęście tak naprawdę nie znając samego siebie?
sobota, 17 maja 2014
środa, 7 maja 2014
ROZDZIAŁ 2
ERIK.
Właśnie narysowałem swoją dziewięćdziesiątą dziewiątą kotwicę. Od tamtego momentu zawsze kiedy o niej pomyślę rysuję kotwice. Każda czymś się różni od pozostałych. Tak jak ona. Ona też się różni od reszty świata. Jest wyjątkowa, chociaż o tym nie wie. Nigdy nie wiedziała. Nawet przed... tym co się wydarzyło. Ale ja zawsze wiedziałem, że jest wyjątkowa. Wiedziałem, choć nie mówiłem. Czy powinienem? Teraz, kiedy ona nawet nie wie, że istnieje, to nie ma znaczenia.
A więc pomyślałem o niej już dziewięćdziesiąty dziewiąty raz. Za każdym razem moje myśli są takie same. Za każdym razem jest w nich piękna. Wygląda jak anioł. A raczej wyglądała. Od kiedy wykorzystują ją i jej anielski głos wygląda inaczej. Robią jej ohydny makijaż. Jakikolwiek makijaż wygląda na niej źle. Do tego ubierają ją w wulgarne ubrania. Jej piękny śpiew też nie jest tak delikatny jak dawniej. Śpiewa ostro.
W takim razie dlaczego myślę o niej tak pięknie? Cóż, tak ją zapamiętałem zanim ona zapomniała o rodzinie, o znajomych, o mnie i... o sobie.
Spojrzałem na zdjęcie w ramce, które przedstawia NAS siedzących na mostku. To było jakiś rok temu, kiedy byliśmy blisko. Oboje wyglądaliśmy zupełnie inaczej. Ona ma teraz dłuższe i jaśniejsze włosy. Twarz, którą skrywa pod toną makijażu zapewne też jest ładniejsza i dojrzalsza. Ja również wyglądam dojrzalej. Chyba tylko to się we mnie zmieniło. No i zacząłem palić. Spływa mi pierwsza łza. Spojrzałem na narysowaną kotwicę. Jaka będzie setna? I ile ich jeszcze będzie? Spływa mi druga łza. Spojrzałem na ekran komputera. Przeczytałem po raz kolejny komentarz, który dodałem niepotrzebnie na stronę. Napisałem, że jej nienawidzę. Spłynęła trzecia łza, a za nią czwarta. To była cholerna prawda. Nienawidziłem takiej wersji jej. Za to uwielbiałem dawną Nastyę. Gdy zabrałem ją na wycieczkę łodzią ojca była taka szczęśliwa. Zawsze chciała gdzieś popłynąć, a ja zapragnąłem spełnić jej małe marzenie. Nie wiedziałem dlaczego, ale bardzo spodobała jej się kotwica, która nie była nawet prawdziwa. Ozdabiała łódź. Nastya jednak widziała w niej piękno i często na nią zerkała. W którymś momencie zapatrzyła się w kotwicę, a ja zapatrzyłem się w nią. Wtedy widziałem ją po raz ostatni.
Łzy spływają mi teraz jedna po drugiej. Ryczę jak dziecko.
Właśnie narysowałem swoją dziewięćdziesiątą dziewiątą kotwicę. Od tamtego momentu zawsze kiedy o niej pomyślę rysuję kotwice. Każda czymś się różni od pozostałych. Tak jak ona. Ona też się różni od reszty świata. Jest wyjątkowa, chociaż o tym nie wie. Nigdy nie wiedziała. Nawet przed... tym co się wydarzyło. Ale ja zawsze wiedziałem, że jest wyjątkowa. Wiedziałem, choć nie mówiłem. Czy powinienem? Teraz, kiedy ona nawet nie wie, że istnieje, to nie ma znaczenia.
A więc pomyślałem o niej już dziewięćdziesiąty dziewiąty raz. Za każdym razem moje myśli są takie same. Za każdym razem jest w nich piękna. Wygląda jak anioł. A raczej wyglądała. Od kiedy wykorzystują ją i jej anielski głos wygląda inaczej. Robią jej ohydny makijaż. Jakikolwiek makijaż wygląda na niej źle. Do tego ubierają ją w wulgarne ubrania. Jej piękny śpiew też nie jest tak delikatny jak dawniej. Śpiewa ostro.
W takim razie dlaczego myślę o niej tak pięknie? Cóż, tak ją zapamiętałem zanim ona zapomniała o rodzinie, o znajomych, o mnie i... o sobie.
Spojrzałem na zdjęcie w ramce, które przedstawia NAS siedzących na mostku. To było jakiś rok temu, kiedy byliśmy blisko. Oboje wyglądaliśmy zupełnie inaczej. Ona ma teraz dłuższe i jaśniejsze włosy. Twarz, którą skrywa pod toną makijażu zapewne też jest ładniejsza i dojrzalsza. Ja również wyglądam dojrzalej. Chyba tylko to się we mnie zmieniło. No i zacząłem palić. Spływa mi pierwsza łza. Spojrzałem na narysowaną kotwicę. Jaka będzie setna? I ile ich jeszcze będzie? Spływa mi druga łza. Spojrzałem na ekran komputera. Przeczytałem po raz kolejny komentarz, który dodałem niepotrzebnie na stronę. Napisałem, że jej nienawidzę. Spłynęła trzecia łza, a za nią czwarta. To była cholerna prawda. Nienawidziłem takiej wersji jej. Za to uwielbiałem dawną Nastyę. Gdy zabrałem ją na wycieczkę łodzią ojca była taka szczęśliwa. Zawsze chciała gdzieś popłynąć, a ja zapragnąłem spełnić jej małe marzenie. Nie wiedziałem dlaczego, ale bardzo spodobała jej się kotwica, która nie była nawet prawdziwa. Ozdabiała łódź. Nastya jednak widziała w niej piękno i często na nią zerkała. W którymś momencie zapatrzyła się w kotwicę, a ja zapatrzyłem się w nią. Wtedy widziałem ją po raz ostatni.
Łzy spływają mi teraz jedna po drugiej. Ryczę jak dziecko.
czwartek, 1 maja 2014
ROZDZIAŁ 1
NASTYA.
Koniec kolejnej trasy. Nienawidzę koncertów. Nienawidzę, kiedy doceniają mnie za coś czego nienawidzę robić. Niektórzy ludzie stojący pod moją sceną nawet błędnie wymawiają moje imię. Mówi się Nas-tja do cholery czy to takie trudne? Też mi fani... Niektórzy nie są źli, nie proszą o miliony zdjęć i po kilka autografów. Nie-na-widzę życia, które prowadzę. I nie rozumiem, dlaczego ktoś chciałby mieć takie życie. Bez prywatności, bez spokoju, bez samotności.
Jak ja tęsknie za samotnością. Za chwilami, gdy byłam sama, w szpitalu. Nie zapomnę tej rozkoszy, którą wtedy czułam. Moje nowe życie wtedy się zaczęło. Moje nowe życie, które rozpoczęłam mając szesnaście lat, które rozpoczęłam sama, które rozpoczęłam w szpitalu z opatrunkami na głowie i prawej nodze, które rozpoczęłam nie pamiętając nic, przed otworzeniem oczu. Nawet nie pamiętałam o czym śniłam. Wiedziałam tylko, że na imię mam Odrodzenie...
-Mam nadzieję, że myślisz już o następnej trasie kochanie -powiedział pomrukując mój menadżer. Jacob. Jego też nienawidzę. Nazywa mnie swoim kochaniem, jakby mu było wolno.
-Mam nadzieję, że w końcu zapamiętasz, że nie wolno ci mnie mnie tak nazywać.
-Kochanie brzmi o wiele lepiej niż Nastyja.
-Nas-tja idioto.
-Idioto.-powtórzył za mną- Brzmi kusząco.
Limuzyna, którą jechaliśmy zajechała przed piękny hotel. Na zewnątrz wyglądał jak pałac, ale skromny. Nad dużymi drzwiami z ozdobnym szkłem wisiał ogromny, złoty napis "Gościniec", który zapewne był dumą hotelu. Gdy weszliśmy do środka nie byłam już tak zachwycona. Hotel jak milion innych. Byliście kiedyś w hotelu? Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że ten wygląda identycznie. Jakby zebrał po trochu z każdego hotelu i zostawił sobie.
Przynajmniej dostałam ładny pokój. W kolorach kawy z mlekiem. Uwielbiam takie połączenia. Podłoga biała, ściany delikatnie brązowe. Meble także biało-brązowe. Kilka ładnych roślin w czarnych doniczkach w białe kropy. Usiadłam na mega wygodne łóżko, włączyłam swojego iMaca i weszłam na stronę, na której pisali o moim dzisiejszym koncercie. Było jakieś video jak śpiewam, czego oczywiście nie obejrzałam, ale od razu zabrałam się za czytanie komentarzy.
>Boże, ona jest kimś idealnym<
>Chciałabym być jak ona! Dziewczyna z talentem!<
>Jeszcze będzie moja<
>Kocham jej głos<
>Do chłopaka wyżej. Ona ma Jacoba hihi<
Naiwni ludzie. Wieżą we wszystko co im się wciśnie. Gazety plotkarskie nie mogły się oprzeć przed napisaniem hot artykułów o moim jakże gorącym romansem z Jacobem. Co oczywiście jest wielką ściemą. Przeczytałam następny komentarz.
>Nienawidzę jej. Za kogo ona się uważa? Kim ona niby jest?<
Zamurowało mnie. Oczywiście czytałam już wiele hejtów na mnie, ale ten był oszałamiający. Za kogo się uważam? Kim jestem? Sama zadaje sobie ciągle te pytania. Nienawidzi mnie. Zapewne też nienawidzę osoby która to napisała. Szybko sprawdziłam kto jest moim niesamowitym hejterem. "Erik White". A więc facet. Znalazłam go szybko na Facebook'u. Mieszka w tej samej miejscowości co ja. Czy zna mnie bardziej niż przypuszczam? Ma dziewiętnaście lat i jest przystojny. Nawet bardzo. Po zdjęciach wygląda na wysokiego, jego włosy są kruczo czarne, idealnej długości, a jego idealne oczy płoną granatowym żarem. Ma szerokie, silne ramiona i dość jasną skórę. Jest odwrotnością mnie. Moja skóra jest porcelanowa, oczy zielono-szare, nos prosty i mały, usta ładne, prawie czerwone, a włosy tak jasne, że prawie białe i sięgają do pasa.
Z trudem oderwałam się od zdjęcia i o mało się nie udławiłam własną śliną, kiedy zobaczyłam napis "1 wspólny znajomy" i zdjęcie Jacoba.
Trochę mnie to zniechęciło(trochę? Długo biłam się z myślami, żeby nie zrezygnować i nazywam to "trochę"?), ale i tak mam zamiar go znaleźć i zapytać za kogo on się ma, a co ważniejsze, za kogo ma mnie.
Koniec kolejnej trasy. Nienawidzę koncertów. Nienawidzę, kiedy doceniają mnie za coś czego nienawidzę robić. Niektórzy ludzie stojący pod moją sceną nawet błędnie wymawiają moje imię. Mówi się Nas-tja do cholery czy to takie trudne? Też mi fani... Niektórzy nie są źli, nie proszą o miliony zdjęć i po kilka autografów. Nie-na-widzę życia, które prowadzę. I nie rozumiem, dlaczego ktoś chciałby mieć takie życie. Bez prywatności, bez spokoju, bez samotności.
Jak ja tęsknie za samotnością. Za chwilami, gdy byłam sama, w szpitalu. Nie zapomnę tej rozkoszy, którą wtedy czułam. Moje nowe życie wtedy się zaczęło. Moje nowe życie, które rozpoczęłam mając szesnaście lat, które rozpoczęłam sama, które rozpoczęłam w szpitalu z opatrunkami na głowie i prawej nodze, które rozpoczęłam nie pamiętając nic, przed otworzeniem oczu. Nawet nie pamiętałam o czym śniłam. Wiedziałam tylko, że na imię mam Odrodzenie...
-Mam nadzieję, że myślisz już o następnej trasie kochanie -powiedział pomrukując mój menadżer. Jacob. Jego też nienawidzę. Nazywa mnie swoim kochaniem, jakby mu było wolno.
-Mam nadzieję, że w końcu zapamiętasz, że nie wolno ci mnie mnie tak nazywać.
-Kochanie brzmi o wiele lepiej niż Nastyja.
-Nas-tja idioto.
-Idioto.-powtórzył za mną- Brzmi kusząco.
Limuzyna, którą jechaliśmy zajechała przed piękny hotel. Na zewnątrz wyglądał jak pałac, ale skromny. Nad dużymi drzwiami z ozdobnym szkłem wisiał ogromny, złoty napis "Gościniec", który zapewne był dumą hotelu. Gdy weszliśmy do środka nie byłam już tak zachwycona. Hotel jak milion innych. Byliście kiedyś w hotelu? Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że ten wygląda identycznie. Jakby zebrał po trochu z każdego hotelu i zostawił sobie.
Przynajmniej dostałam ładny pokój. W kolorach kawy z mlekiem. Uwielbiam takie połączenia. Podłoga biała, ściany delikatnie brązowe. Meble także biało-brązowe. Kilka ładnych roślin w czarnych doniczkach w białe kropy. Usiadłam na mega wygodne łóżko, włączyłam swojego iMaca i weszłam na stronę, na której pisali o moim dzisiejszym koncercie. Było jakieś video jak śpiewam, czego oczywiście nie obejrzałam, ale od razu zabrałam się za czytanie komentarzy.
>Boże, ona jest kimś idealnym<
>Chciałabym być jak ona! Dziewczyna z talentem!<
>Jeszcze będzie moja<
>Kocham jej głos<
>Do chłopaka wyżej. Ona ma Jacoba hihi<
Naiwni ludzie. Wieżą we wszystko co im się wciśnie. Gazety plotkarskie nie mogły się oprzeć przed napisaniem hot artykułów o moim jakże gorącym romansem z Jacobem. Co oczywiście jest wielką ściemą. Przeczytałam następny komentarz.
>Nienawidzę jej. Za kogo ona się uważa? Kim ona niby jest?<
Zamurowało mnie. Oczywiście czytałam już wiele hejtów na mnie, ale ten był oszałamiający. Za kogo się uważam? Kim jestem? Sama zadaje sobie ciągle te pytania. Nienawidzi mnie. Zapewne też nienawidzę osoby która to napisała. Szybko sprawdziłam kto jest moim niesamowitym hejterem. "Erik White". A więc facet. Znalazłam go szybko na Facebook'u. Mieszka w tej samej miejscowości co ja. Czy zna mnie bardziej niż przypuszczam? Ma dziewiętnaście lat i jest przystojny. Nawet bardzo. Po zdjęciach wygląda na wysokiego, jego włosy są kruczo czarne, idealnej długości, a jego idealne oczy płoną granatowym żarem. Ma szerokie, silne ramiona i dość jasną skórę. Jest odwrotnością mnie. Moja skóra jest porcelanowa, oczy zielono-szare, nos prosty i mały, usta ładne, prawie czerwone, a włosy tak jasne, że prawie białe i sięgają do pasa.
Z trudem oderwałam się od zdjęcia i o mało się nie udławiłam własną śliną, kiedy zobaczyłam napis "1 wspólny znajomy" i zdjęcie Jacoba.
Trochę mnie to zniechęciło(trochę? Długo biłam się z myślami, żeby nie zrezygnować i nazywam to "trochę"?), ale i tak mam zamiar go znaleźć i zapytać za kogo on się ma, a co ważniejsze, za kogo ma mnie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

